gazeta Gazeta
Janowiecka

Janowiec nad Wisłą, nr 84, luty 2018 rok ISSN 1426-6288
Pismo Towarzystwa Przyjaciół Janowca nad Wisłą

 
 
W S P O M N I E N I A

RODZINA LACHTARÓW Z MSZADLI (cz. II)

Podsunięty przez wiceprezesa zarządu Towarzystwa Przyjaciół Janowca nad Wisłą pana Leszka Kwaska pomysł napisania historii mojej rodziny uważałem na początku za nierealny, by nie powiedzieć abstrakcyjny. Nie posiadałem przecież odpowiedniej wiedzy, a i warsztat pisarski pozostawiał wiele do życzenia. Podstawowe pytanie, jakie sobie zadawałem, to jaką formę ma przyjąć to opracowanie, co powinno zawierać i skąd mam czerpać potrzebne informacje. Jednakże w miarę zagłębiania się w historię i genealogie rodziny, a trwa to już blisko dwa lata, pomysł nabierał kolorytu. Podstawą zatem źródła mojego opracowania stały się przede wszystkim metryki pochodzące z janowieckiej parafii. Pracę tę uzupełniłem dodatkowo własnymi przemyśleniami i uwagami pana Sławomira Wilka, twórcy drzewa genealogicznego rodzin z terenów Parafii Janowiec, który ma w planach połączenie osób wymienionych w księgach tej i okolicznych parafii w jedną wielka rodzinę. Pragnę w tym miejscu podziękować panu Sławomirowi za cenne hipotezy i spostrzeżenia, bez których niniejsza praca nie doszłaby do skutku.
Autor
FRANCISZEK - PROTOPLASTA MOJEGO RODU LACHTARÓW

Poranek 16 września 1771 roku był wyjątkowo wietrzny i zachmurzony. Po długich tygodniach słonecznej i ciepłej pogody przyszło nagłe ochłodzenie. Po niedawno zakończonych żniwach mieszkańcy małej mszadlańskiej wioski żegnali wyjątkowo upalne tegoroczne lato, i z wolna szykowali się do jesiennej szarugi. Na podwórzu drewnianej chaty, znajdującej się na skraju lasu, przywiązany do budy pies zbudził się wraz z pianiem koguta. Od dłuższego już czasu w ciemnej izbie domostwa, rozświetlonej tylko przez jedną dopalającą się świecę, trwał poród. Leżąca na litym drewnianym łożu Magdalena, raz jeszcze zebrała wszystkie siły, wzięła kilka głębokich oddechów i zagryzając mocno wargi parła co sił. Malutka główka dziecka wysunęła się z jej łona.

Tymczasem półtora tysiąca kilometrów na północ, w rosyjskim St. Petersburgu dzień trwał już w najlepsze. W rozświetlonych, ociekających złotem komnatach, sąsiadujących z carską salą tronową, doradcy carycy Katarzyny, finalizowali trwające od miesięcy plany polityczne. Zaborcy jak hieny, śliniące się na widok słabnącej zdobyczy, wyrywali sobie co lepsze ziemskie posiadłości, niczym kawałki weselnego tortu. Na wojskowych planszach kreślili plany nowej europejskiej mapy politycznej. Uśmiech nie znikał z twarzy władczyni, od najmłodszych lat była do tego przygotowywana. Całe jej dzieciństwo, wychowanie i edukacja służyły tylko temu jednemu celowi, a ona sama wiedziała, że musiała poświecić absolutnie wszystko, by tego dokonać. Polityka była całym jej życiem. Teraz jako caryca Wszechrusi, skierowała swoje oczy na Rzeczpospolitą, która targana wewnętrznymi sporami okazała się wyjątkowo łatwym kąskiem. Ubrana w kremową suknię ozdobioną perłami, siedziała majestatycznie i nie kryła swego zadowolenia.

Donośny krzyk wyczerpanej Magdaleny zagłuszył płacz małego Franciszka. Skonana i wyczerpana kilkugodzinnym porodem całkowicie opadła z sił. Powieki mimowolnie zamykały jej się same, a ona nie byłą w stanie walczyć ze zmęczeniem. Akuszerka podała jej syna. Matka przytuliła go mocno do siebie, a berbeć chcąc poczuć się jak najbezpieczniej mocno wtulił się w jej pierś. Żadne z nich nie było świadome nadciągającej burzy, jaka za chwilę miała przetoczy się przez ojczyznę. Żadne z nich nie wiedziało, jak bardzo najbliższe ćwierć wieku zmieni ich życie. Żadne z nich nie mogło też przewidzieć, że aż do dzisiejszego dnia Polacy będą odczuwać konsekwencje podejmowanych właśnie decyzji. Lecz dla nich wszystko inne nie miało w tym momencie żadnego znaczenia. Mocno wtuleni w siebie starali się cieszyć własną chwilą szczęścia...

Franciszka można by nazwać człowiekiem przełomu epok. Urodził się jeszcze w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, dorastał w czasie rozbiorów, a pełnoletnim stał się, gdy ojczyzna na trwałe zniknęła z mapy Europy. Jest coś zagadkowego i tajemniczego w postaci Franciszka i jego matki Magdaleny. Magdalena Lachtara (Laktarzyna - bo tak wpisana była w akcie zgonu) urodziła się około 1732 roku. Nie wiadomo z jakiej rodziny pochodziła i kto był ojcem Franciszka, bowiem w akcie jego chrztu mamy wpis: "Patris Incerti - Ojciec niepewny". Możliwe, że Magdalena była wdową po nieznanym mi Lachtarze. Nieznane są też powody, dla których Magdalena zataiła prawdę o ojcu dziecka, wiemy tylko tyle, że w dniu narodzin syna miała około 40 lat. Rodzicami chrzestnymi Franciszka byli Maciej (Mathias) Wrona i Agnieszka Abramczykowa.

Akt chrztu Franciszka Lachtary - Parafia Janowiec 16 września 1771 r.

Mijały lata, a młody Franciszek dorastał w rodzinnej Mszadli. Magdalena nie spostrzegła się, jak z młodzieńca stał się postawnym mężczyzną gotowym do żeniaczki. Spotykał się z Marianną, córką gospodarza z pobliskich Brześć. Młodzi zaręczyli się, zaplanowali ślub na jesień roku następnego, lecz scena polityczna sprawiła, że ich plany legły w gruzach.

Rok 1794 był ostatnim rokiem wiary i nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone. Optymizm i ufność, jaką pokładano w kościuszkowskiej insurekcji, udzieliły się wielu. Sam Kościuszko zrozumiał też, że bez polskich chłopów niepodległości nie da się uzyskać. Był współautorem Uniwersału Połanieckiego ogłoszonego 7 maja, znoszącego poddaństwo osobiste chłopów i ograniczającego pańszczyznę. Chłopi przyjęli z radością decyzje Naczelnika powstania, i ochoczo zgłaszali się do oddziałów powstańczych. Na terenie naszego kraju powstało blisko 800 oddziałów włościańskich.

Franciszek, jak i kilku innych chłopów z wsi należących do janowieckiej Parafii, z zapałem zgłosił się do jednego z takich oddziałów. Lecz nie wszyscy przejawiali taki entuzjazm. Byli też i tacy, którzy nie wierzyli w składane deklaracje, uważając, że są to jedynie gołosłowne obietnice, a jeszcze inni wychodzili z założenia, że nie ma dla nich znaczenia to, którego króla będą poddanymi. Mimo to znalazło się kilkunastu śmiałków. Franciszek znał osobiście kilku z nich, a pozostałych z okolicznych osad znał jedynie z widzenia. Zorganizowany w Zwoleniu kilkudziesięcioosobowy oddział uzbrojony w kosy i piki odbył szybkie szkolenie, po czym został wcielony do maszerujących z Radomia w kierunki Pilicy wojsk powstańczych. Chrzest bojowy Franciszka miał miejsce 9 lipca na przedpolach Warszawy, w bitwie pod Gołkowem, tu też po raz pierwszy Franciszek zobaczył na chłopskich sztandarach napis: "Żywią i bronią". Potem był udział w obronie Warszawy i uczestnictwo w bitwie pod Maciejowicami, gdzie został ranny i trafił na długie lata do niewoli.

Przez kilka lat Magdalena nie miała żadnych informacji o losie syna, a nadzieja na jego odnalezienie gasła w sercu matki z dnia na dzień. Aż przyszedł maj roku 1801. Jak co dzień w upalne majowe wieczory, Magdalena przesiadywała na ganku swojego domu. Widząc wchodzącego na podwórze syna wstała, jej serce zapłakało. Do tej pory płakało z rozpaczy, ale dziś uczyniło to ze szczęścia. Franciszek spojrzał głęboko w jej oczy, bez słowa uklęknął, a ona z całych sił mocno przytuliła go do piersi, tak jak uczyniła to w dniu jego narodzin. Pierwszy przemówił syn:

- Zawiodłem cię matko - wyszeptał bezdźwięcznie.

- Nie, nie zawiodłeś mnie synu, jestem z ciebie dumna - odparła.

- Co teraz matko? - zapytał po chwili.

- A teraz spełnisz swój drugi obowiązek, założysz rodzinę i dasz mi wnuki - odpowiedziała, choć w myśli wiedziała, że może tego nie doczekać.

Z każdym dniem opuszczały ją siły, dobiegała wszak siedemdziesiątki. Ostatnie dwie zimy mocno nadwyrężyły zdrowie wątłej kobiety, jeszcze jedna tak mroźna zima i Bóg wie jak to się skończy. Wiedziała, że powoli powinna szykować się do swojej ostatniej drogi, ale nie chciała pospieszać syna, gdyż zdawała sobie sprawę z tego, co przeszedł i ile wycierpiał. Była pewna, że zrobi to, o co go prosi, że może być już spokojna o jego przyszłość i że dobrze wychowa dzieci. Niestety dawna miłość Franciszka - Marianna nie czekała, wyszła za innego. Franciszek musiał poszukać innej oblubienicy.

Ślub Franciszka i 14-letniej Katarzyny Szczepanek odbył się dnia 13 listopada 1803 roku. Franciszek był dużo starszy od swojej żony, bo w chwili ślubu miał 32 lata. Magdalena - uszczęśliwiona matka Franciszka - wreszcie doczekała się ślubu syna, lecz jej radość nie trwała zbyt długo, zmarła niecały rok później.

Osoba Franciszka Lachtary "protoplasty rodu" pojawia się jeszcze w jednym dokumencie urzędowym. W sporządzonym w 1814 roku testamencie Wojciecha Rachalskiego1 - ówczesnego właściciela Mszadli tak oto czytamy:

"Za błotem zaś po gościniec zwoleński, siedliska jak są półanki2 takie i ogrody z łąkami tak siedliska Przychodniowego, Budniakowego, pustej Kilianki i dwóch półanków siedlisko z ogrodami po Pawle Szczepanku i łączki w tych ogrodach, z których łąk dwór sprząta. Udzielając pod pańszczyznę Frankowi Lechtarze na półtora dnia i to od budynku do rzeczyny przeciw pierwszego półanka siedliska szczepankowego, gdy przeciw drugiego łąki nie ma, tylko ogród po same płoty, łąki, czyli zagrody po Pawle Kococie pustej".

Jest to też - nie licząc aktów metrykalnych - pierwszy dokument urzędowy, w którym pojawia się nazwisko mojego przodka. Z dokumentu tego oprócz informacji o pańszczyźnie, jaką został obciążony Franciszek Lachtara, możemy wyczytać, że bliskim sąsiadem Franciszka był Paweł Szczepanek, zapewne jego teść. Franciszek Lachtara zmarł dnia 21 maja 1835 r. Jego żona Katarzyna przeżyła go o 7 lat i w wieku 53 lat zmarła dnia 31 sierpnia 1842 r.

--------------------------------
1. Mszadla (część Świderskiego) wieś dawnej parafii janowieckiej w świetle testamentu Wojciecha Rachalskiego z 1814 roku. Kazimierz Jaroszek - "Notatnik Janowiecki" Nr 12/2002 s. 71.
2. Od słowa "półanie" inaczej pole. (przyp. autora).

Autor: Paweł Lachtara

HISTORIA BRONISŁAWY I STANISŁAWA WROTNIAKÓW

Nawiązując do tematyki - Rody Janowieckie, chciałbym opisać historię moich Dziadków, małżeństwa - Bronisławy i Stanisława Wrotniak, którzy pochodzili właśnie z Oblas koło Janowca.

Moi Dziadkowie w latach powojennych, w poszukiwaniu zapewne lepszych warunków do życia przybyli wraz ze swoimi dwoma Synami starszym Mieczysławem i młodszym Józefem, moim Tatą, w rejon dawnego woj. Wrocławskiego. Z moich szczątkowych informacji wynika, że kilka lat spędzili w jednej z wsi w okolicach Bierutowa, próbując zapewne gospodarzyć. Z czasem jednak przenieśli się na stałe do Bierutowa, gdzie otrzymali mieszkanie komunalne w jednej z kamienic przy ul. Marii Konopnickiej. Dziadek zatrudnił się jako stróż w Tartaku we wsi Bukowie, oddalonej o kilka km. Czasy to były trudne i jak się okazuje niebezpieczne, gdyż (z tego co wiem) Dziadek był prawdopodobnie świadkiem kradzieży w tym tartaku i został przez tych złodziei pobity tak mocno, że w wyniku odniesionych ran umarł po kilku dniach - porzucony gdzieś w jakiś zabudowaniach i znaleziony przez moją Babcię. Babcia - Bronisława, wraz ze swoją siostrą Heleną, po ślubie moich Rodziców - Józefa i Gertrudy Wrotniak mieszkała z nami aż do swojej śmierci, przeżywszy 87 lat.

Losy naszej Rodziny potoczyły się różnie. Starszy Syn Dziadków - Mieczysław ożenił się z Marią - mieli jedną córkę. Przepracował na kolei wiele lat. Zmarł w latach 70-tych.

Moi Rodzice Józef i Gertruda mieli pięcioro dzieci. Tata, w wyniku wypadku przy pracy, zginął w 1985 r na kolei w Oleśnicy, gdzie pracował przez wiele lat. Mama w wieku 83 lat zmarła w 2005 r. Tak pokrótce potoczyły się losy moich Dziadków.

Mój artykuł jest w pewnym sensie Hołdem oddanym swoim Dziadkom, którzy w trudnych czasach podjęli próbę zmiany ciężkich warunków życia, aby być może stworzyć szansę lepszego życia swoim dzieciom.

Ja jako jeden z Ich wnuków próbuję odnaleźć ich korzenie z okresu bytności na Janowieckiej ziemi.

Dzięki wydatnej pomocy Pana Leszka Kwaska z Towarzystwa Przyjaciół Janowca udało mi się znaleźć kontakt z krewnymi z Oblas. Odbyliśmy już pierwszą rozmowę telefoniczną nt. naszych wspólnych korzeni. Być może uda się Panu Leszkowi dowiedzieć się czegoś więcej o moich przodkach - zobaczymy. Ma na to moje przyzwolenie i pełnomocnictwo.

Pozdrawiam mieszkańców Janowca i Oblas.

Wrotniak Kazimierz
- obecnie zamieszkały w Bełchatowie

Powrót

Powrót
strona główna TPJ
napisz!