gazeta Gazeta
Janowiecka

Janowiec nad Wisłą, nr 85, czerwiec 2018 rok ISSN 1426-6288
Pismo Towarzystwa Przyjaciół Janowca nad Wisłą

 
 
GMINA JANOWIEC
W LATACH 1809 - 1939
(cz. IV)

GMINA OBLASSY W LATACH 1864-1918

Na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku w gminie Oblassy miały miejsce liczne afery natury korupcyjnej oraz skandale obyczajowe. O tym wszystkim informował Wojewodę Kieleckiego Starosta Kozienicki. Nadużyć związanych ze sprawowaniem swych urzędów dopuszczali się kolejno: wójt, sołtys wsi Oblassy Dworskie, a także pisarz gminny.

11 lutego 1931 roku starosta powiatu kozienickiego zawiesił w urzędowaniu wójta gminy Oblassy Stanisława Łuczyńskiego. Powody tego postanowienia były bardzo poważne. Na dowód tego należy odwołać się do materiałów archiwalnych: Nazwany jest wójtem gminy Oblassy od 12 lat. Celem uzyskania fałszywie pojętej popularności nie ściągał jak stwierdzają akta sprawy podatków i nie wykonywał wyroków sądowych ponadto dopuścił się Łuczyński grubych nadużyć. Egzekwowane na mocy tytułów wykonawczych pieniądze przywłaszczał sobie na własne potrzeby i celem ukrycia winy nie przeprowadzał ściągniętych sum przez kontrolę sum przechodnich, a niektóre nawet wyroki nie przeprowadził przez dziennik korespondencyjny, a także przez kontrolę nakazów karnych i cywilnych. Z powodu popełnienia przez Łuczyńskiego czynów przestępczych (...) wszczęto przeciwko niemu karno-sądowe postępowanie i osadzono go z decyzji Pana Sędziego Śledczego w więzieniu. W końcu donoszę, iż zawieszony w urzędowaniu wójt gminy Oblas Łuczyński jest notorycznym pijakiem1. Starosta powiatu kozienickiego - Czesław Kowalski w piśmie z dnia 19 styczeń 1931 roku nakazał wójtowi Łuczyńskiemu w przeciągu jednego miesiąca opuścić budynek urzędu gminy i przekazać swe uprawnienia dotychczasowemu zastępcy wójta Tomaszowi Andzelmowi2. W maju 1932 roku wójt Łuczyński został skazany na kilka miesięcy więzienia. Nowym wójtem gminy został wybrany - dawny podwójci - Tomasz Andzelm.

22 sierpnia 1931 roku urząd sołtysa wsi Oblassy Dworskie stracił Adam Stawiński, którego oskarżono o przywłaszczenie danin publicznych w wysokości 2617 zł. Nowy wójt gminy Oblassy po przeprowadzeniu inspekcji w mieszkaniu Adama Stawińskiego stwierdził, że brakuje wszelkich dowodów wpłat związanych z podatkami mieszkańców wsi Oblassy Dworskie za lata 1928-1929. Chodziło w tym wypadku o niemal wszystkie rodzaje podatków, ale najpoważniejsze uchybienia były widoczne w przypadku podatków gruntowego i drogowego. 20 sierpnia 1931 roku sołtys Stawiński przyznał się w biurze Wydziału Powiatowego Starostwa Powiatowego w Kozienicach do tego, iż z zebranych podatków tzw. danin publicznych pobierał pieniądze i używał ich do własnych prywatnych celów. Aby uniknąć odpowiedzialności karnej (sołtysowi Stawińskiemu bowiem groziła kara więzienia) zobowiązał się on do zwrotu przywłaszczonych pieniędzy sprzedając kilka mórg ziemi ze swego gospodarstwa3.

W 1932 roku w urzędzie gminy Oblassy miała miejsce kolejna afera korupcyjna z udziałem pisarza gminnego Władysława Kalbarczyka. W dniach od 3 do 7 sierpnia 1932 roku została przeprowadzona przez kozienicki Wydział Powiatowy inspekcja gospodarki gminnej. Wykazała ona w kasie gminy brak 350 zł. Winą za powyższy stan rzeczy obciążono pisarza Kalbarczyka. Stwierdzono, że nie wykonywał on należycie swych obowiązków. Zbyt często nie pojawiał się w biurze gminy, także w godzinach pracy. Ponadto nie cieszył się on dobrą opinią wśród swych zwierzchników i współpracowników. Zachowaniem pisarza gminy oburzeni byli niektórzy mieszkańcy gminy. Jeden z nich wystosował nawet pismo do wojewody kieleckiego. Warto by zacytować jego fragment: Nie możemy dłużej tolerować brudnych spraw sekretarza naszej gminy Kalbarczyka, który w czasie swego nie długiego urzędowania u nas, od grudnia 1930 roku, nie tylko nie uzyskał żadnego autorytetu jako urzędnik, ale poderwał do reszty wszelkie zaufanie gminniaków, przez swoje nieetyczne zachowanie się, hulaszcze życie, spędzane na stałych pijatykach, kartach itp., co go doprowadziło do tego, że bezprawnie pobrał z kasy gminnej pensję za 4 miesiące naprzód; nadużycie to zostało ujawnione w grudniu ubr. przez gminną komisję rewizyjną i nawet zostało zaprotokółowane, w czasie ogólnego kryzysu gospodarczego w całym kraju, w szczególności w naszej gminie, zalegającej w spłacaniu podatków od 2 lat, w której lokale gminne szkolne, wynajmowane przez gminę, nie są popłacone już drugi rok, personel gminny nie ma zapłaconej pensji po 3-4 miesiące. Hulanki doprowadziły Kalbarczyka do tego, że nie ma nigdy czasu na załatwianie spraw urzędowych, gdyż w czasie godzin urzędowych załatwia interesantów prywatnych za wynagrodzeniem pieniężnym, korzystając z gminnego papieru i maszyny do pisania i nie tylko sam to uprawia, ale i pozwala pomocnikowi Wosiowi, który za robienie odpisów na maszynie gminy pobrał 5 zł od stałego mieszkańca osady Janowiec Władysława Baranowskiego, obecnie zamieszkałego w Wołominie pod Warszawą, sam zaś Kalbarczyk załatwia interesantów za wynagrodzeniem, ale jestem rolnikiem i nie mam czasu na to aby takie fakty zbierać; wspominam tylko takie wypadki, które do mnie doszły (...) Na wiosnę 1931 roku za napisanie około 40 rekursów do Urzędu Skarbowego, które były pisane na maszynie gminy Kalbarczyk pobrał 1 zł i 50 gr. od jednego interesanta. Nazwiska tych 40 interesantów może wskazać mieszkaniec wsi Janowiec Stanisław Skrzypczak, który należy do liczby tych 40-tu. Nie ma nigdy czasu dowodem czego jest w posiadaniu poborcy podatków na osadę Janowiec Jana Zająca księgi biorcze, na opłaty drogowe-sejmikowe za 1931 rok, doręczone pobory 12 listopada z ostatecznym terminem płatności tego podatku na 15 września 1931 roku. Wobec tego poborca podatkowy z gminy otrzymał polecenie pobierania 2% kary za zwłokę od września. Na pierwszą ratę podatku drogowego, wyrównawczego, gminnego i podwodowego dostał poborca księgę w sierpniu z poleceniem pobierania 2% kary za zwłokę od lipca 1931 roku. Mieszkanka wsi Wojszyn Marianna Ptak, wdowa, biedna wyrobnica, która miała odsiedzieć w areszcie 10 dni - miesiąc temu - zgłosiła się do urzędu gminy do poświadczenia awiacji pocztowej na 22 zł, to Kalbarczyk posłał pracownika gminnego Walentego Kulińskiego z poleceniem aresztowania z otrzymanej poczty 10 zł jako kaucji i Kuliński to uczynił oddając Kalbarczykowi 10 zł, które te pieniądze przetrzymuje prywatnie u siebie, czego nie ma prawa czynić, gdyż Ptakową ma możność sprowadzić zawsze do aresztu, a nie aresztować samowolnie parę złotych i to kobiecie, która jest obarczona trójką małych dzieci i nie posiada żadnego majątku oraz mieszka na komornem. Sekretarz Kalbarczyk pozwala sobie na takie wyczyny jak w niedzielę 16 sierpnia 1931 roku, wieczorem Kalbarczyk podchmielony mocno w towarzystwie swego znajomego Małeckiego, jechał do niejakiego Gilskiego, kolonisty w Oblasach Dworskich i zażądał dla Małeckiego podwody w celu odwiezienia go do Puław, a gdy Giliński się opierał odezwał się, Kalbarczyk do niego w te słowa bijąc się w piersi: "Ja jestem wójt i pisarz i nakazuję Panu podwodę" Skończyło się na tym, że Giliński zaprosił ich do siebie na libację i obeszło się bez podwody. W dniu 31 stycznia 1931 roku, w niedzielę, w czasie sumy, ku zgorszeniu wszystkich prawych katolików - kiedy każdy handel jest zabroniony, w żydowskim szynku Majera Koguta uprawiał pijaństwo Kalbarczyk w towarzystwie swego pomocnika Wosia, człowieka podejrzanej kondycji, któremu ogólne zebranie gminne w dniu 15 stycznia br. wyraziło wotum nieufności (...) W miesiącu marcu czy kwietniu br. sekretarz Kalbarczyk posłał wójta Andzelma oraz pomocnika swego Wosia dla nałożenia aresztu na majątek Władysława i Wiktorii małżeństwa Kula w celu zabezpieczenia swojej akcji cywilnej przeciwko małżeństwu Kula, nie mając wyroku sądu nawet na tymczasowe zabezpieczenie.

Swego czasu Rada gminna wyasygnowała 560 zł na kupno lampowego aparatu radiowego z przekazaniem takowego miejscowej Ochotniczej Straży Ogniowej i znajdował się aparat w remizie strażackiej, z którego letnią porą korzystali mieszkańcy gminy. Parę miesięcy temu sekretarz Kalbarczyk prawem Kaduka, nikogo się nie pytając, aparat zabrał i złożył u siebie w prywatnym mieszkaniu, gdzie się znajduję do obecnej chwili. Na takie wyczyny traci czas i pieniądze sekretarz Kalbarczyk; nie ma natomiast czasu na zajęcie sprawami społecznymi, jak: urządzanie zabaw, przedstawień i innych imprez o znaczeniu kulturalnym, z których czysty zysk mógłby być przeznaczony na mundury, czy czapki dla strzelców, którego hufiec został założony parę miesięcy temu, lecz strzelcy w swoich domowych czapkach i porwanych kapotach wcale na strzelców nie wyglądają. Podobne wyczyny pisarza Kalbarczyka nie prowadzą chyba do tego, aby poprawić autorytet mieszkańców gminy naszej, mieszkańcy której przez popełnione nadużycia przez byłego wójta Łuczyńskiego, skazanego za to przez Sąd Okręgowy w Radomiu w dniu 11 bm. na 4 miesiące więzienia. Sekretarz Kalbarczyk i jego pomocnik Woś, odnoszą się do tych przedstawicieli z całą nieufnością, snując na ich temat różne domysły. Dowodem ślepego szafowania sumami gminnymi i w czasach ogólnego kryzysu Kraju, w których mamy setki tysięcy głodujących z rodzinami bezrobotnych, może posłużyć luksusowa koperta, której sekretarz Kalbarczyk używa nawet do swoich gminniaków, to już naprawdę szczyt bezimiennej naiwności, i choć ta koperta z tłustym drukiem wyglądała estetycznie, robi ona wrażenie koperty jakiegoś wzbogaconego ludzką krzywdą żydowskiego banku, czy też lombardu. Dużo jeszcze zdałoby się powiedzieć o sekretarzu Kalbarczyku, który w ciągu jednego roku zdążył się tak wsławić, a resztę przy przeprowadzonej rewizji, którą Pan Wojewoda nie omieszka zarządzić, wysyłając rewidenta Wojewódzkiego Urzędu i tak kwiatki wypłyną na wierzch jak oliwa. Zwracam się ze skargą do Wielmożnego Pana Wojewody, a nie do Pana Starosty w Kozienicach tylko dlatego, że sekretarz Kalbarczyk tak jest pewny swego stanowiska, że nie boi się Pana Starosty. Co mogą potwierdzić niektórzy mieszkańcy osady Janowiec, do których wyraził się pewnego razu bijąc się w piersi: "Ja tu jestem Starostą". Tego już prawie za dużo, aby człowiek o tak niskim poziomie umysłowym, prawie pół analfabeta, na co zawsze jestem gotów złożyć dowody, zajmował tak odpowiedzialne stanowisko i pozwalał sobie na ignorowanie i dyskredytowanie autorytetu swojej zwierzchniej władzy4. Taka była opinia jednego z mieszkańców gminy. Prawdopodobnie była ona prawdziwa, ponieważ niedługo później Rada Gminy postanowiła zwolnić w trybie natychmiastowym Władysława Kalbarczyka z zajmowanego stanowiska.

Jednakże W. Kalbarczyk wystąpił przeciwko decyzji Rady Gminy Oblassy na drogę sądową. W efekcie tego sąd przychylnie rozpatrzył jego sprawę i wydał wyrok przyznający wypłatę jednorazowego odszkodowania dla pisarza Kalbarczyka. Nie był to jednak finał powyższej sprawy. Kilka tygodni później na kolejnej rozprawie sąd nakazał gminie Oblassy wypłatę miesięcznego zaopatrzenia emerytalnego dla pana Kalbarczyka5.

--------------------------------
1. APWK, sygn. 3954, t. I, Wybory i rozwiązywanie organów ustrojowych, zawieszanie i składanie z urzędu członków organów zarządzających gromad i gmin wiejskich w pow. kozienickim 1920-1938, k. 233.
2. Ibidem, k. 236.
3. Ibidem, k. 246.
4. Ibidem, sygn. 4019 UWK I, Zażalenie na działalność gminnych i gromadzkich organów ustrojowych oraz na członków i pracowników tych organów w pow. kozienickim 1921-1938, k. 54-55.
5. Ibidem, k. 234.

Autor: Leszek Zugaj

Powrót

Powrót
strona główna TPJ
napisz!